Pisnęłam przerażona.
- Cco to wyrabiasz?! Ppuść mnie! - zarządałam czerwona jak burak. Odpowiedział mi jedynie jego śmiech.
< Angelo? >
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Pisnęłam przerażona.
- Cco to wyrabiasz?! Ppuść mnie! - zarządałam czerwona jak burak. Odpowiedział mi jedynie jego śmiech.
< Angelo? >
Siłą zaciągnęła mnie do domu, władcza kobieta. W połowie drogi rozdrażniony porwałem ją na ręce i zabrałem do domu dając jej po dordze przy ludziach klapsa.
< ? >
Słuchałam ich słów.
- Zwierzaka...? - zapytał mój kochany Christer.
- Ten, który sie... - zaczął Angelo, ale mu przerwałam.
- Koniec gadania! Chris musi spać! Mały tez juz zasypia. A my do domu.
< Kto teraz? >
Skinąłem głową wolno obserwując zwierza. Odwróciłem się do niech i poczułem dziwne ukłucie zazdrości, też chciałem być tak miziany.
-Hmm... Sprowadziliście sobie zwierzaczka czy dokarmiacie dzikie zwierzę?-Posadziłem Lorda na fotelu i dałem mu przytulankę.
< ? >
- Nie wiem... Poszedł gdzieś. Chciałem iść z nim, ale chyba nie dałbym rady. Szczerze mówiąc wszystko mnie boli. - zamknąłem oczy, podczas gdy Kimber delikatnie gładziła moje włosy.
< ? >
Od razu puściłem jej rękę rumieniąc się.
-To nic takiego, gdzie Nick?-Zapytałem chcąc zmienić temat. Wziąłem chłopca na ręce i odwróciłem do okna. Wilczysko wciąż tam było.
< ? >
Skulony leżałem na kanapie. Nagle do pokoju weszli Angelo i moja siostra.
- Kim... Kimber... - uśmiechnąłem się lekko. Na jej twarz za to wpłynął uśmiech od ucha do ucha. Chyba by się na mnie rzuciła, gdyby nie chłopak trzymający jej rękę. Spojrzałem na nich z uniesieniem brwi.
- Co ja widzę...?
< Huhu :3 >
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko.
-Wstawaj...-zamruczałem cicho do jej ucha i przytuliłem ją lekko.-Ktoś musi przypilnować Twojego brata.-Posłałem jej ciepły uśmiech. Jej reakcja była wspaniała, ucieszyła się jak małe dziecko. Właściwie od razu tam ruszyliśmy.
Pod domem alf leżał wilk łudząco podobny do jednego z alf, ale... To nie te oczy wyrażające ludzkie uczucia i mądrość. Miał sierść sklejoną od krwi i wciąż się oblizywał. Zasłoniłem Kim kiedy się podniósł, ale tylko usiadł. Weszliśmy do domu.
< ? >
Obudziłam się. Nie wiedziałam, gdzie jestem, okropnie bolała mnie głowa. Ale było mi przyjemnie ciepło.
Powolutku przypominało mi się to, co się stało. Zagryzłam warge. Nagle usłyszałam czyjś głos.
- Kim?
< Angelo? >
Chcieli zabić go, a teraz ją. Mogą mieć pewność, że nie obudzą się żywi. Sam rezerwę ich gardła. Przeczesałem jego włosy między palcami ostrożnie.-Wracamy, wyśpisz się w domu, na porządnym.-Odezwałem się podnosząc go na ręce. Posadziłem go na miękkim siodle Tango i zabrałem do domu. Od razu poszedł spać zmęczony wydarzeniami, poza tym jego ciało wciąż było w fazie regeneracji.
W nocy wybiegłem z domu w wilczej postaci. Przemykałem przez las bezszelestnie, nie spłoszyłem nawet siji. Miałem jeden cel, który miałem zamiar wypełnić tej nocy. Instynkt rządnej krwi be sto wziął górę...
< ? >
Westchnąłem.
- Ja... Pamiętam o mojej przeszłości. - oświadczyłem. Usłyszałem jego zaskoczony okrzyk.
- To... Byli rodzice moi i Kimber. - wiedziałem, że nazwałem ją tak jak wtedy, gdy była dzieckiem. Tylko ja ją tak nazywałem. - Oni chcieli mnie zabić, wtedy straciłem wspomnienia. I teraz chcieli zabić ją...
< Nick? >
-Nie musisz się bać, normalnie wyglądasz.-Odparłem cicho i usiadłem w fotelu. Tango wrócił i położył się mi u stóp.-Opowiedz mi o co chodziło z tamtą dwójką...
< ? >
Lekko pokręciłem głową.
- Wybacz, ale wole nie patrzeć. Przynajmniej na razie. - Tak, tak. Miałem stracha. Nie codziennie się umiera, a potem powraca do życia...
< ? >
-Oprócz tego, że nieźle sje połamałeś to wydaje mi się, że jest w porządku, zresztą... Zobacz sam-Podałem mu lustro.
< ? >
Słyszałem, że stał kolo mnie. Miałem zamknięte oczy.
- Powiesz mi, co właściwie ze mną jest? Bo jakoś niezbyt się czuje.
Nie chciałem otwierać oczu. Strasznie mnie raziło.
Uśmiechnąłem się w duchu. Ostatnio sporo się dzieje...
< ? >
Kazałem mu wracać do domu, Tango miał ich zabrać. Mały i Kim musieli wypocząć. Wróciłem do niego, bałem się, że to sen.
< ? >
Usłyszałem jak otwierają się drzwi jego pracowni i obudziłem się-Nick...? Co z nim?-Zapytałem cicho. On tylko skinął lekko głową.-Kim? Kim, obudź się.-Zacząłem lekko potrząsać jej ramionami.
< ? >
-To nie mnie, musiało nieść dwóch chłopa i maszyna bojowa-Odgryzłem się i pocałowałem go lekko. Okryłem go płachtą i przeciągnąłem się.-Poleżysz tu jeszcze, muszę skończyć wszelkie badania kontrolne.-Wyszedłem zawołać Kim.
< ? >
Powoli się uspokajałam.
- Jak myślisz... Czy Nick... Da rady... Coś.... Zro.... Bić....
Nie powiedziałam nic więcej.
Zasnęłam.
< ? >
Czekanie było takie nużące i dobijające. Próbowałem ją jakoś pocieszyć, zabawić na przykład z małym, ale wciąż czekała na "powrót" brata. Czekałem razem z nią.
< ? >
Usiadłam na ziemi i skuliłam się. Wciąż szlochałam.
Poczułam, że Angelo obejmuje mnie od tyłu. Bezwiednie wtuliłam się w niego, tak bardzo mnie to wszystko dobijało..
< ? >
Nasi rodzice spoglądali na nas z pogardą. Nie wytrzymałam.
Zaczęłam się na nich wydzierać, rzucać kamieniami, wyć i atakować. Zmusiłam ich, by się wycofali.
- Nie ważcie się... NIE WAŻCIE SIĘ TU WIĘCEJ WRACAĆ!
< ? >
Nie, nie, nie! Dlaczego on się nie rusza, niech wstaje! Złapałem go za kark i zacząłem szarpać, aby wstał, ciągnąłem go za ucho, ale on po prostu nie reagował. Chris, Ty idioto...! Uciekłem do swojej pracowni, z oczu pociekły mi łzy. Już w ludzkiej postaci schowałem się w kącie pracowni łkając, moje bestie przyszły mnie pocieszyć. Kiedy głaskałem jedną z nich nagle mnie olśniło. Zebrałem ze stołu dwa słoiki, zabrałem mechanicznego konia i wróciłem do niego, oby nie ruszyli go stamtąd, była jeszcze nadzieja...
< ? >
Siedziałam na ziemi. Mały siedział obok. Płakałam. Wiedziałam co się stało.
Chris sobie przypomniał. Chciał mnie bronić. A teraz...
Zaniosłam się szlochem. Moja... Nasza matka stała i spoglądała na całą sytuację bez słowa.
< ? >
Skoczyłem za nim, ale nie udało mi się go złapać. W amoku rzuciłem się na jego ojca, póki ktoś nas nie rozdzielił. Zaskoczyłem na dół do niego. Zacząłem go nerwowo tracąc nosem i łapą.
< ? >
Słuchałem ich zszokowanych okrzyków. Moi...
Już wiedziałem wszystko.
Mężczyzna zmienił się w wilka. Skoczył na Kim.
Zareagowałem. Zepchnąłem go na bok. Walczyliśmy.
I nagle straciłem grunt pod nogami.
< ? >
Położyłem dłoń na ramieniu Kim. Kim oni byli - Rodzicami?! Czekałem na reakcję, ze strony dziewczyny, albo Chris' a. Nick tylko warknął "słysząc" ich słowa.
< Ktoś? >
Czułem, jakby krew wirowała w mojej głowie. Oni coś mówili do Kim, potem spojrzeli na mnie, zszokowani. Dlaczego ich twarze są znajome?
Skuliłem się, czując nagły, okropny ból głowy.
...
Olśniło mnie.
< ? >
Zawsze to będzie tak samo wyglądało, nowych wita wilk o człowiek. Stanąłem przed nimi, nie byłem zbyt duży nawet jak na wilkena. Czas mocno przypakować... Zbliżali się powoli, a ja wiedziałem, że to nie będzie miłe spotkanie. Poczułem jak małe rączki łapią się mojej sierści i wyluzowałem. Z dzieckiem muszę wycofać się z pierwszej lini. O co chodzi? Spojrzałem na Chris' a.
< Chris? >
Znieruchomiałem. Co do...?
Nadbiegli Kim i Angelo. Dziewczyna z przerażeniem patrzyła na przybyłych. Tuliła Earla i czepiała się Angelo.
Coś mi mówiło, że znam tych nowych...
< ? >
-Mhm-Wymruczałem cicho obejmując go za kark i całując go namiętnie. Jedną ręką zacząłem wyciągać z jego dłoni akta, naparłem na niego. Powstrzymał mnie jednak, obraziłem się. Na przeprosiny cmoknął mnie w policzek i wyszliśmy z biblioteki. Z oddali zauważyłem sylwetki obcych, wadera i basior, oraz 3 przybocznych. Co do cholery? Powoli polimorfowałem już w wilka.
< Chris? >
Przytuliłem się do niego. Rozumiał mnie. Mój drogi...
Potarłem policzkiem o jego głowę.
- Ciekawe, czy to się wyjaśni...
< ? >
Nie wiem jakbym ja się zachował, pewnie bym uciekł; ale nie szukać akt, tylko z dala od problemów. Spojrzałem na niego, westchnąłem i upadłem na kolana przed nim. Przytuliłem go mocno wciągając w nozdrza jego wspaniały zapach. Jesteśmy partnerami i zawsze będę go wspierał, nawet w wielkich problemach.
< Chris? >