Biegałam po krzakach starając się być niezauważoną.
Jak na razie nawet sarny nie zwróciły na mnie uwagi, wiec skorzystałam i jedną upolowałam.
Jadłam ją dosyć wolno, bo po zbyt szybkim jedzeniu dostaję czkawki.
W pewnym momencie zdawało mi się, że słyszę ciche kroki za sobą, ale to zignorowałam.
Potem znowu to usłyszałam. Obejrzałam się za siebie. Nic tam nie było.
Wróciłam do jedzenia. Wtedy prze de mną pojawił się duży czarny basior.
Przestraszona porzuciłam zdobycz i zaczęłam uciekać.
Byleby jak najszybciej i jak najciszej.
Wbiegłam do rzeki, którą znalazłam po drodze, by zgubić swój zapach. To dałoby mi więcej czasu na schowanie się.
Ale zanim wbiegłam do lasu, obejrzałam się za siebie. Wilk był już przy rzece. Zauważył mnie.
Ruszyłam najszybciej jak umiałam. Musiałam go zgubić w lesie. Inaczej będzie po mnie.
No niestety. Kiedy wbiegłam do lasu i chciałam przeskoczyć na kłodą, okazało się, że za nią jest wielka, szeroka dziura.
Straciłam równowagę i zaczęłam do niej wpadać.
Na dole był strumyk, w którym była cała masa większych i mniejszych kamieni.
Spadłam na grzbiet. Plecy bolały mnie tak bardzo, że ledwo oddychałam. Nie dałam rady też wstać. Za bardzo bolało.
Pozostałam w takiej pozycji w jakiej upadłam. I czekałam. Albo ktoś mnie stąd wyciągnie, albo ktoś mnie zabije, albo umrę z głodu.
Na górze pojawiła się głowa tego wilka. Popatrzyłam na niego smętnie.
<Chris?>