Przez kilka ostatnich dni biegłam prawie bez przerwy, by uciec jak najdalej od rodziny. Bałam się.
Mój ukochany brat ośmielił się wyrazić swoje zdanie, i zniknął. Nie mogłam już wytrzymać tej presji.
Wbiegłam do jakiegoś miasta. Mijałam budynki, lawirując między ludźmi. Szukałam kryjówki...
W jakimś ciemnym zaułku zmieniłam się w człowieka i szukałam dalej. Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
Krzyknęłam przestraszona.
Nade mną pochylała się cuchnąca alkoholem gęba z bezzębnym uśmiechem. Mamrotał coś o usługach...
Wyrwałam się u dalej uciekałam, potykając się. Chyba ruszył za mną. Nie znałam tego terenu, tak więc wciąż wpadałam na ściany i się potykałam. Za sobą słyszałam zbliżające się sapanie.
Dopadłam do jakiś drzwi i spróbowałam je otworzyć. Szło trudno.
Mój prześladowca był parę metrów za mną.
Z oczu zaczęły cieknąć mi łzy. Strach rósł.
Wreszcie drzwi się otworzyły i wpadłam do środka, zatrzaskując je za sobą.
Napotkałam czyjś wzrok. Nie byłam tu sama...
< Nickolas? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz