Czekaliśmy na jej odpowiedź. Niestety, znowu odleciała.
Prychnąłem.
- Okej, ty się nią zajmujesz, skoro już raczyłeś się odezwać. - żołnierskim krokiem wymaszerowałem z pomieszczenia, kierując się do domu.
Na miejscu zgarnąłem sporo słodyczy i zamknąłem się w pokoju.
Czekałem, i czekałem, a ten głupek dalej nie wracał.... Tak więc napisałem na kartce "Dzisiaj śpisz na KANAPIE" i zostawiłem na stole.
Nie miałem zamiaru dać się przekonać i przestać fochać.
- Że ja się spase?! Chyba on. - mruknąłem pod nosem i wróciłem do łóżka.
< Nick? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz