Zaprowadziłem go tam, gdzie spotkaliśmy się po raz pierwszy. Usiadłem na powalonym, pokrytym mchem pniu i zacząłem opowiadać.
- Nie jestem do końca pewien kiedy dokładnie to było, nie mam głowy do dat. Ścinałem z robotnikami drzewa na budowę wioski. To jedno... - zastukałem w drzewo na którym siedziałem. - ...Było zbyt duże i twarde, przeszkadzało. Zaczęliśmy je ścinać, a gdy już zaczęło lecieć zauważyłem, że ktoś stoi parę metrów od nas, patrząc w przeciwną stronę. To byłeś ty. Darłem się, żebyś uciekał, bo drzewo leci prosto na ciebie, ale nawet się nie ruszyłeś. Tak więc pobiegłem do ciebie i odepchnąłem na bok, oboje stoczyliśmy się do rzeki poniżej. - wskazałem mały strumień. - Po kilku chwilach zorientowałem się, że nie słyszysz. No i... Jakoś to tak dalej poszło. - zakończyłem.
< Nick? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz