Wpatrywałem się w niego niepewnie. Kurcze, co tu zrobić.... Mam jeszcze sporo do zrobienia, i mam wlec za sobą dzieciaka. Pozbyć się go raczej nie mogłem, aż tak okrutny nie jestem.
Westchnąłem.
- Chyba nie mam innego wyboru... Tylko postaraj się mi nie przeszkadzać, bo cię zwiąże i zostawię wilków na pożarcie. - zagroziłem na wpół serio i zająłem swoje miejsce. Jechaliśmy dalej.
Po jakimś czasie chłopak zapytał:
- Tak Właściwie to jak się nazywasz?
- Jestem Chris.
- A dokąd jedziemy? - zaczął stawiać coraz więcej pytań...
< Angelo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz