Nie byłem pewny, ale chyba zacząłem warczeć, pozwalając, by zbyt długa grzywka przysłaniała mi widok.
- Możesz mi łaskawie wytłumaczyć, o co tu chodzi...? - wycedziłem. Kurde, nic dodać, nic ująć, po prostu byłem zazdrosny.
- Drzwi otwarte... Ty sobie tu siedzisz jak nigdy nic.... - wyszczerzyłem kły, teraz już prawie wilcze...
< Nick, Angelo, Kimberly? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz